Chmura kontra nowotwór 1 : 0

Nowotwór zaatakował naszego Chmuraska znienacka, bez ostrzeżenia, z dnia na dzień. Nagle spostrzegliśmy na jej przedniej łapie intensywnie czerwoną zmianę o nieregularnej powierzchni  – wyglądała jak maleńka malina. Pojawiła się i urosła do wielkości 7 mm w ciągu dwóch dni. Skąd to wiem? Bo dwa dni wcześniej wyczesywałam Chmurkę, oglądałam jej  łapki i żadnej zmiany jeszcze nie było…


Mimo, że był to okres świąteczny, zareagowaliśmy błyskawicznie. Od razu wylądowaliśmy u naszej pani weterynarz, która stwierdziła, że „ta zmiana jej się nie podoba”. Nie chciała powiedzieć nic więcej. Zgodnie z jej zaleceniem przez dwie doby aplikowaliśmy na zmienioną skórę  płyn Vagothyl i maść Elocom. Nic to nie pomogło. Zmiana nadal wyglądała tak samo a może nawet minimalnie się zwiększyła. W trzeciej dobie zapadła decyzja o jej natychmiastowym usunięciu.

Wynik badania histopatologicznego, który otrzymaliśmy dwa tygodnie później, nas załamał. „W badaniu histopatologicznym guz z komórek tucznych (mastocytoma), nisko zróżnicowany (III najwyższy stopień złośliwości), komórki nowotworowe obecne w linii cięcia chirurgicznego, usunięcie zmiany niecałkowite.”

Na jedną dobę ogarnęła nas czarna rozpacz. Jak to możliwe? Nasz Chmurasek? Złośliwy nowotwór? Przecież nie minął jeszcze rok, odkąd wyciągnęliśmy ją ze schroniska. Ile nieszczęścia może spaść na jednego psa? Drugiego dnia przekopałam pół Internetu w poszukiwaniu informacji  o nowotworach z komórek tucznych i dostępnych sposobach leczenia. Czwartego dnia, uzbrojeni w wiedzę i długą listę pytań spisanych na kartce A-4, zjawiliśmy się z Chmurką na konsultacji u dr Dariusza Jagielskiego. Jednego z najlepszych onkologów weterynaryjnych w Polsce.

Opcji leczenia było kilka. Wspólnie zdecydowaliśmy się na najbardziej agresywną, która dawała Chmurce największe szanse wyleczenia (czytaj: najdłuższy oczekiwany czas remisji). Najpierw radykalna operacja ( wycięcie możliwie największej powierzchni skóry wokół pierwotnej zmiany) a następnie 6 miesięcy chemioterapii z użyciem dwóch różnych cytostatyków.

Operacja odbyła się dwa dni później. Na chudej łapce Chmury powstała długa na 7 cm i szeroka na ponad 4 cm rana, którą szczęśliwie udało się zszyć, choć było to bardzo trudne i wymagało wykonania wielu cięć rozprężających (tutaj należą się głębokie ukłony dla operującej Chmurkę dr Małgorzaty Wilkowskiej). Wynik drugiego badania histopatologicznego: „w linii cięcia chirurgicznego brak komórek nowotworowych; całkowite usunięcie zmiany”. Hura! Udało się!

Rana, mimo swej wielkości, goiła się jak przystało na psa jak na przysłowiowym psie. 🙂 Dziesięć dni później Chmura dostała swoją pierwszą chemię. Chemia w kroplówce leciała bite 2 godziny. A potem jeszcze kroplówki nawadniające i zastrzyki: przeciwwymiotny, osłaniający wątrobę i osłaniający nerki. Wszystko to zniosła niesamowicie dzielnie.

Przez 6 miesięcy, co 2 tygodnie Chmurka dostawała na zmianę dwa cytostatyki: winblastynę w kroplówce i lomustynę w kapsułkach. Łącznie 12 chemii. I wiecie co? Przeszła przez nie jak burza! Jak tornado! Jak cyklon!

Bo taki właśnie jest nasz Chmuras. Nie poddaje się łatwo.

Od ostatniej chemii minął rok. Dwanaście miesięcy wypełnionych biegańskiem i radosnym merdaniem ogona!
Nie było łatwo, ale było warto. Dla każdego dnia, każdej przebieżki i każdego merdnięcia.

Oglądajcie regularnie skórę swoich psów. A jeśli  znajdziecie jakiś guzek, narośl, cokolwiek niepokojącego nie zwlekajcie z wizytą u weterynarza. W większości to łagodne zmiany, ale warto zachować czujność.

W kolejnym wpisie opowiem jak przeprowadzić psa przez chemioterapię, tak aby zminimalizować skutki ubocznej jej działania (m.in. biegunki, nudności, brak apetytu).

Dla zainteresowanych: link do fachowych informacji na temat onkologii weterynaryjnej.

Na zdjęciu: Chmurka odpoczywa wśród przytulanek po drugiej operacji łapki. Już bez nowotworu. 🙂

8 Comments

  1. Dzielny ten Chmuras i dzielni Wy! To musiały być niesamowicie trudne chwile dla Was, niejeden by się załamał. Plus, co tu dużo mówić, pewnie spore wydatki. Dla ukochanego psa można poruszyć niebo i ziemię i cieszę się, że Wam się udało.
    Swoją drogą wydaje mi się, że niewiele się słyszy o nowotworach u psów.
    Głaski dla Chmuraska! Oby już żadna tuczna komórka nie ważyła się mutować 🙂

    • Agnieszka

      19 lipca 2015 at 00:48

      Rzeczywiście łatwo nie było. Największy problem mieliśmy z opanowaniem emocji. Potrzebowaliśmy trochę czasu i tej niebywałej dzielności Chmurasa, żeby uwierzyć, że będzie dobrze. I jako rzecze Bohuniałke: oby już żadna komórka tuczna nie ważyła się mutować! Hau! 🙂

  2. Niesamowite jest to, jak szybko można się zaangażować…Chmurkę osobiście poznałam 3 tygodnie temu choć fejsowo znam ją od wielu miesięcy…
    Jak zaczęłam czytać o tej dziadowskiej chorobie to najpierw się zdenerwowałam, potem wzruszyłam… Maleństwo tyle przeszło w tak krótkim czasie… Jestem szczęśliwa, że tak dzielnie poradziła sobie z taką chorobą…a wy razem z nią. To był taki trudny czas…
    Jejuś, Aga i Piotrek…jak to dobrze, że zobaczyliście Chmurkę w tym jej kojcu…
    …powracają wspomnienia…mojemu Tarusiowi się nie udało…

    • Agnieszka

      19 lipca 2015 at 01:49

      Nela, taki Przyjaciel jak Taruś zajmuje wyjątkowe miejsce w sercu, i łamie to serce odchodząc… Pociesza mnie myśl, że wiódł prawdziwie szczęśliwe życie u boku kochającej go bezwarunkowo pary dobrych ludzi. Zbyt krótko, wiem. Ale musisz przyznać, że miał chłopak farta, że był właśnie Waszym Przyjacielem.
      A my mamy fuksa, że Chmuras na nas łypnął a my na niego i odtąd jesteśmy zachmurzeni bez pamięci. 🙂

  3. Cieszę się, że z Chmuraskiem już wszystko w porządku! Oby nigdy się te tuczne komóry nie przyplątały!

  4. Twój piesek jest niesamowicie dzielny, ale dla Ciebie również wielkie brawa 🙂 Jesteś bardzo dzielna 🙂 Niestety nie każdy właściciel zrobiłby tyle dla zdrowia swojego psa 🙂 Brawo

    • Agnieszka

      14 stycznia 2016 at 20:10

      Od diagnozy nowotworu minęły już pełne dwa lata. Chmura wciąż jest z nami i czuje się bardzo dobrze. Dzisiaj była z nami na wycieczce w wysokich górach. Warto walczyć o psa, nawet kiedy wstępne rokowania nie są najlepsze. 🙂

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*