Jest mroźna i śnieżna styczniowa niedziela. Zapada już zmrok. W odległym zaułku schroniska na Paluchu my patrzymy na nią a ona patrzy na nas. Decyzję, ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu, podejmuje w ułamku sekundy mój mąż Piotrek. „Bierzemy ją?” – pyta.  A ja jestem już w połowie drogi do biura adopcji.

To miała być zaplanowana, przemyślana adopcja. Ale taka nie była. Poszliśmy za głosem serca. Rozum zostawiliśmy za bramą schroniska.

W takich oto czarownych, zimowych okolicznościach przyrody nowa członkini naszej rodziny, oznaczona numerem 935/12 (znana potem jako Chmura), opuściła schronisko na Paluchu po trwającej 10 miesięcy odsiadce. Oddaliła się w stylu parkourowym, pokonując przeszkody dzielące ją od wolności w sposób najszybszy i najprostszy z możliwych – dając dyla za płot. Po krótkiej, obfitującej w nerwy i rumieńce, akcji poszukiwawczej cudownie odnaleziona i skutecznie adoptowana.

13 stycznia 2013 roku w naszym domu pojawił się 23,5 kg beżowy wypłosz z czarnymi oczami i rozetą na nosie.

I wywrócił nam życie do góry nogami. 😀